27/01/2016

Poglądy

Mam poglądy polityczne. Nie kryję się. Nie chowam ani się nie wstydzę. Może trochę, ale to dlatego, że wiem, skąd się wzięły. Z jakiej ciasnoty życia, peryferii. Z jakiego ubogiego przypadku. Mam wyrobione zdanie. Na niektóre tematy. Nie wszystko jest tematem. Są rzeczy nietematyczne, bez głównego motywu. Słabo uchwytne. Sam jestem nietematyczny. Ale mam poglądy.

Tak po prawdzie to niewiele mam tych poglądów. Jakbym je zebrał wszystkie razem, sam nie wiem. Niedużo tego. Wokół mnożą się przenikliwe analizy. Każdy wie, co to słuszność. Wszyscy patrzą sobie nawzajem na ręce. Zaglądają w dłonie, wyrywają. Są uważni i znani. Władza jest straszna i potrzebna. Jak gospodarka kraju. Dobry jest tylko Bóg. Co ma ekonomia do Boga?

To nie moje pytanie. Nie jestem kryształowym demokratą ani liberałem. Bo liberałowie nie znają wolności poza liberalizmem.

Zaszły spore zmiany. Sytuacja się zmieniła. Ja aż tak się nie zmieniłem. Ze zdjęć i głosu znam wiele osób publicznych. Rządy rządzą się swoimi prawami. Nie czytałem ustaw, konstytucji nie studiowałem. Nazwiska migoczą mi przed oczami, twarze. Wiem, że są naprawdę, chociaż nie mam z nimi do czynienia.

Przyznaję, dosyć się wyłączyłem. Nie nadrobiłem braków. Nie zdałem sobie sprawy ze wszystkiego. Właściwie życie mnie wygryzło. Nie przyglądałem się temu, co jakby się dzieje. W stolicy i okolicach. W gminie też. Tylko we mnie się to nie dzieje. Jestem za ciasny, więc nie mieszczę zbyt dużo spraw. Nie rezonuję dobrze.

Jutro rano muszę chleb kupić. Dziś jest dużo sklepów. Piecze się za dużo pieczywa. Może w nadziei, że w końcu sprzeda się wszystko. Może z bezmyślnego nawyku do dobrobytu. Czemu nie umiem się do tego przyzwyczaić? Zawsze może być naprawdę biednie. To jeden z moich poglądów: może być biednie. Niepopularny pogląd. Ktoś powie: niepolityczny. A jeśli polityczny? No, to czysta recesja, inercja, stupor, bierność. Co to za bodziec gospodarczy, że może być biednie? Nic z tego. Bieda to grunt pod nogami. Dobrze udeptany. Wyrobione zdanie.

Trochę jednak mi wstyd. Nie za swoje opinie ani ich ubóstwo. Za fragmentaryczność i niezborność też nie. Za siebie. Nie znoszę tego posiadania własnych poglądów. Właścicielstwa. Takie to dumne i pyszałkowate. Mam więc poglądy, ale trochę nie w swoim imieniu. Nie jestem ich autorem. Ja tylko chcę wziąć za nie odpowiedzialność, a one mówią same za siebie.

Nie uchylam się. Stanowisko mam klarowne, chociaż ciągle niedopowiedziane. Niedokończone. Przecież jeszcze ciągle nie unikam zdań, na które mnie nie stać, i żyję ponad stan.

Mój ostatni garnitur to był strój maturalny. Sytuację mam więc nieopiniotwórczą. To wszystko, jeśli idzie o konkrety. Poza tym w myśleniu poszedłem na lewo. Potem trzy razy w prawo i prosto. Tutaj jest moje miejsce. Na mapie politycznej.

Naprawdę nie chcę lać wody. Mało jej u mnie, a miejskiego wodociągu mi jeszcze nie podłączono. Jestem zdany na łaskę pogody. Prawa naturalnego, które jest wzorem sprawiedliwości. I chociaż trudno je przewidzieć, nie wie, co to niekonsekwencja.

Zaraz, gdzieś zapodziałem swój bieżący komentarz do faktów na gorąco. Błyskotliwą ripostę na rzeczywistość. Nie wiem, co powiedzieć. Generalnie zgadzam się z tym, co powiedziałem, ale nie wiem, czy mogę się ze sobą zgodzić. To nie moje poglądy. Nie reprezentuję ich. To one mnie reprezentują. Z dobrej woli, bo uwłaszczyłem je. Taki ze mnie ekonom i dziedzic. Bez znajomości ekonomii ani żadnego dziedzictwa. Zgromadziłem niewielką ilość poglądów politycznych i dałem im wolną rękę.

Nic nie powiedziałem? Powiedziałem aż nadto. Wprost i do rzeczy. Jestem kompetentnym mieszkańcem kraju. Nieco strutym poczuciem winy dziejowej. Nie posiadam tylko pełni władz słuszności, ale i tak często się upieram. Mogę się konfrontować, spierać. Ale brak mi zmysłu do interesów. No, zejdźmy z tego. Na rynku idei jest dziś duży ruch, zostanę w domu. Potem muszę kupić chleb. W nieodległym sklepie. Krojony na moją miarę.

To nie na temat. Cały czas zmierzam do tego, że chciałem się wytłumaczyć, iż nie zabieram nikomu głosu w debatach i się nie wychylam. Że śledzę fakty i bez przerwy gubię ich trop. Ale nie jest mi wszystko jedno. Przeciwnie, wszystko mi wiele. Mimo że brzmi to głupawo i niedorzecznie.

Staram się być nieobiektywny i ciągle robię postępy. Patrzę z perspektywy przedmiotu. Przedmiotem dyskusji są poglądy polityczne. Swój wybór, argumenty, stanowisko czuję na własnej skórze. Leży mi na wątrobie rozwój sytuacji, zalega w gardle, na końcu języka mam zdanie na różne tematy.

To nic, że nie przyswoiłem jeszcze świata z najnowszych wiadomości. Że przedawniłem się wobec kolejnych doniesień i faktów. Cały drżę na myśl o czasie z ostatniej chwili. 

Udostępnij