29/04/2021

Kariera

Proszę Państwa, naprawdę czuję się onieśmielony i zobowiązany. Oddychając regularnie, nie liczyłem, że zrobię tak zawrotną karierę. I to we własnym ogródku. Widzę, jak wstrząśnięte dżdżownice wiją się, dwoją i troją u moich stóp, ziemia przewraca pod szpadlem, za pomocą którego – jak miło, że zostało to przeze mnie dostrzeżone – zacieram ślady poprzedniego sezonu na rzecz czasu, który pulsuje teraz i tylko teraz. Co za sukces – żyć. I to jak żyć. W tym momencie dziejowo-zegarkowym. Niebywała oczywistość rutynowych działań hic et nunc. Tak, wiosna z wnętrza rozmaitych ptaszków opiewa moje ogródkowe dzieło, nad którym unosi się atmosfera ziemi, pulchnej, rosnącej jak na drożdżach, niewzruszenie poruszonej moją obecnością, efektywną pracą, za którą dostaję wilgotnego buziaka od wieczornej przestrzeni. Jest z czego być dumnym wobec tak zacnego audytorium godzin spędzonych wspólnie z wiosną nad kwietniową inicjatywą roślinną. Czy mogłem się spodziewać, że zostanę doceniony w swoich działaniach? Póki co pozwolę sobie uciszyć rzęsiste oklaski deszczu, proszę jeszcze słońce o zabranie głosu, a potem szacowne grono gwiazd na rozgwieżdżonym niebie może się rozejść po kościach wszechświata. Dobranoc i dzień dobry mówię jednocześnie. W życiu nie zaznałem tak globalnej sławy na tak małym skrawku ziemi. Kto by się spodziewał. Bruzdy mojej przekopanej sceny ścielą się pod nogami. Schodzę w glorii zwycięstwa. Ale spokojnie. Wrócę. Zejdę tylko przejściowo. W nimbie potu, z laurem za coroczną twórczość i za niezłomną nadzieję na wzejście tegorocznych warzyw. Tyle wrażeń. Muszę ochłonąć. Tymczasem dziękuję za dotychczasowość. Za poprzedni plon i last but not least gnój, który pospołu z glebą uczynił tak cudownie żyzny amalgamat. Naprawdę, nie zamieniłbym się z nikim. Odchodzę więc z honorami i wrócę innym człowiekiem. Między rośliny, które urosną w moich oczach do potęgi drugiej i trzeciej. Obiecuję. Z całą swoją tutejszą sławą znowu zamienię się w siebie.

Udostępnij