Babcia PJ Harvey
obleczona w dźwięki
wieloręka jak shiva
by tańczyć i grać
na wielu instrumentach naraz
kobieta proteusz
a jednak niepowtarzalnie ona:
PJ Harvey
Pamiętam ją
jako dojrzałą dziewczynę
młodą kobietę
(a sam byłem chłopcem z grzywką)
przywieziona na kasecie magnetofonowej
jako objawienie
(dziękuję, T.)
Niestraszna jej
wulgarność
komizm
brzęcząca nuta anarchii
Stroje, fryzury
twarze w twarzy
piosenki o wywróconej radości
z życia
Miotamy się
zranieni i rozczarowani
może jednak
to tylko ruch wirowy
który chwilami
zaburza upływ czasu
(Is this desire?
Enough enough
To lift us higher
To lift above?)
Chcemy płonąć
tak intensywnie
bo uchodzimy jak muzyka
rozpływając się
w ciemnej fonosferze
Oboje byśmy chcieli
wierzyć w moc zaklęć
(„You’re not rid of me”)
ale na przesądy robi się późno
prawda?
Babciu PJ Harvey
osiwiałem nieco
a dzieci okazały się
dalece bardziej niespodziewane
niż bym przypuszczał
Dzieci przyniosły mi
prezent od ciebie:
białą kredę
jak powrót na podwórko
do szkoły i ostatnich lat
których nie umiem nazwać
White Chalk
Twoja muzyka jest jak łódka
którą uciekam na środek jeziora
gdzie drobna wysepka
pozwala na schadzki
z młodością
Twoja muzyka
pisana białą kredą
na płótnie sukni
Chciałbym dać ci wnuki
którym mogłabyś śpiewać kołysanki
o długim dorastaniu
burzliwym spełnieniu i niespełnieniu
ale wnuki trudno urobić
na swoją modłę
i trudno porzucić
Pozostaje nie dać się zatopić
w ludzkości
i płynąć ku swojemu
własnemu lądowi
Czy twórczość może być
ostatnią i jedyną
deską ratunku?
Dear Darkness
co za pytanie
Niezwykła jesteś
babciu Harvey
czuję twoją nieprzewidywalność
jesteś niezwykła
i trochę straszna
nawet jeśli zbliżam się do ciebie
i być może dzielimy
coraz więcej
przeszłości
Było nie było
pomału
przyjdzie godzić się
na konsekwencje
Było nie było
ostatecznie
zawsze jeszcze
jest dzieciństwo
I patrzy się
w brązowe
w zielone, niebieskie oczy
I patrzy się
patrzy
się