Miejscowi

30/09/2026

Jest taka miejscowość, w której po pomyślnie zakończonej niedzielnej Mszy w sezonie letnim zbiera się żelazne grono mężczyzn w średnio-późnym wieku, by uczcić zarówno spotkanie, jak i niedzielę, a także piękną aurę oraz to, że Msza już za nimi. Uczczenie polega na tym, że udają się na piwo. A daleko nie mają, bo względem kościoła parasole są po drugiej stronie ulicy. Otóż grupa tych panów, wychodzących radośnie z kościoła, stanowi mistyczny odłam tamtejszych katolików. Zasiadający pod parasolami ekstatycy gaszą swoje po prawdzie nieugaszone pragnienie − niektórzy nawet do upadłego − za symboliczną miarę swej wiary przyjmując kufel piwa. Ponieważ jego głębokość jest ściśle określona i widomie ograniczona, panowie mistycy starają się uczynić ją niezgłębioną, co rusz to napełniając niechybnie opróżniane szklanice. Wiodą przy tym pełne ekspresji i gorliwości dyskusje, które dla postronnego słuchacza są jeśli nie zupełnie niedorzeczne, to przynajmniej wyzbyte ważkich treści.

Owi gminni mistycy o chropowatych, pokiereszowanych sumieniach, wprawiając się w stan pobudzenia, dopiero po opuszczeniu swoich cotygodniowych ław lub krzeseł mają poczucie uczestnictwa w całym niedzielnym rytuale. Gdy bowiem przychodzą przed południem do kościoła, zdają się niewyspani, nieco ponurzy i nieswoi. Tymczasem po Mszy i po kuflowaniu rozpościerają swoje ramiona, kołyszą się i chwieją, zanoszą się okrzykami lub bełkoczą w nieznanych językach. Ich droga powrotna do domów wydłuża się w licznych zygzakach i ginie w meandrach poboczy i bezdroży, dając wyraz niezrozumiałym ludzkim losom i niemającym końca trudom życia.

Mistrzowie siermiężnej mistyki mają też to do siebie, że stanowią nieodzowną, mimo iż szybko przemijającą, część pejzażu rodzinnego przysiółka. Choć niektórzy z nich kilkadziesiąt lat temu wyjeżdżali na jakiś czas do pracy lub do wojska, zawsze skwapliwie powracali na swoje i właściwie nie sposób dziś pomyśleć o przestrzeni ich wiejskiego miasteczka bez nich.

Ponoć miłosierdzie ma do nich przyjść właśnie przez ów miejscowy koloryt, który tworzą. A jeśli nawet usłyszą, iż lepiej im było się nie narodzić, ostatecznie przemówi za nimi epicka moc bujnych opowieści o ich niewielkim świecie.

(2009)